Nie można wymarzyć sobie lepszej sytuacji w dniu ślubu niż taka na której najbliższe ci osoby są z tobą od wczesnych godzin porannych. Od samego początku. Tak właśnie było u Asi i Emila. Gdy przyjechałem do domu Asi momentalnie miałem uśmiech od ucha do ucha widząc że dom aż huczy od liczby gości. Taką atmosferę lubię najbardziej. Gdzie dużo się dzieje i właściwie to nikt za bardzo nie zwraca początkowo na ciebie uwagi. Mogę wtedy zacząć pracować już od progu. Asia  w swojej kreacji prezentowała się wyjątkowo, a przyjaciółki jako dróżki w identycznych kreacjach świetnie nakreślały iście amerykański klimat. Później już tylko wpadł energicznym krokiem Emil i cała historia nabrała jeszcze większego tempa. Zobaczcie sami…