Sesja ślubna w Bieszczadach to swego rodzaju logistyczny rollercoster. Wiele różnych czynników trzeba doskonale ze sobą zgrać. Czas wyjazdu, przerwa na coś do zjedzenia, wyjście na wybrany szczyt, miejsce i przestrzeń na przygotowanie się pary itp. Moja częsta obecność w tych górach ukierunkowała moje doświadczenie w poruszaniu się po nich. Pozwala mi to doskonale wyważyć wszystkie elementy tak aby realizowana sesja wyszła perfekcyjnie. Z Karoliną i Alanem spotkałem się kilka dni wcześniej na ich ślubie – koniecznie obejrzyjcie tutaj.

 

MALOWNICZA SESJA ŚLUBNA W BIESZCZADACH

Na szczycie mieliśmy czas nacieszyć dusze niezwykłymi widokami. Była jesień, więc głos odlatujących żurawi i porykujące w oddali jelenie dodawały iście klimatycznego nastroju. Bieszczady same w sobie są wyjątkowe i idealne aby powstała tu wyjątkowa sesja ślubna. Karolina i Alan w ostatniej chwili zdecydowali się na tę sesję i ani ja ani oni tego nie żałujemy. To ostatnia sesja w Bieszczadach jaką zrealizowałem w 2019 r. Już nie mogę doczekać się tego co przyniesie 2020 r.